25.07.2015
Dzisiaj chciałabym w końcu przedstawić wam (whatev.) mojego psa.
Nazywa się Woody, jest psem razy Jack Russel Terrier i ma około dziewięciu lat. Przeżył bardzo dużo złego w swoim życiu i bywa strachliwy i nie ufny nawet do mnie czy do mojej mamy. Nie lubi dzieci a szczególnie tych, które biegają cały czas i krzyczą. Szczeka na nie z nienawiścią i warczy. Nie lubi też osób pijanych. Warczy i szczeka, potrafi nawet ugryźć. Nie lubi niespodziewanych i natarczywych ruchów, nie lubi odkurzacza, miotły, mopa, rur, prętów i zbyt długich patyków. Boi się ich, ucieka i szczeka. Uwielbia biegać po lesie, parku czy innym zielonym miejscu, lubi tarzać się w trawie (i nie tylko xd) i lubi jeść. Najbardziej słucha się mojej mamy i mojego dziadka, ma u nich wyćwiczony autorytet. Lubi bawić się piłką i gryźć skarpetki ;). Na osiedlu ma przyjaciółkę, która nazywa się Psotka i z którą uwielbia biegać i szczekać denerwując przy tym sąsiadów. Ma także przyjaciółkę Bellę ale ona chyba nie odwzajemnia jego uczucia gdyż często zdarza jej się na niego warczeć. Nie lubi psów płci męskiej, chyba, że są to małe pieski, których się nie boi i nie są zbyt głośne. Ma kumpla Bostona, który na niego szczeka ale się z nim bawi bo kto by nie lubił tej uroczej mordki :3.
Woody ma kilka ksyw, na które reaguje, są to między innymi : Chudy, Chudas, Chudilon, Rudy, Brudas, Pies i wiele innych. Reaguje również na "chodź masz" "zobacz co mam" "ej pies" "dzień dobry" oraz ogólne "chodź".
Znalazłyśmy go z mamą na Woodstocku (skąd imię) i wcale wtedy nie wyglądał tak jak teraz. Nie wyglądał nawet jak pies, szczerze mówiąc. Weterynarz wtedy powiedział, że ma 5/6 lat, miał przynajmniej raz połamany kręgosłup i wszystkie cztery łapy, na pewno był bity i musiał walczyć o jedzenie. Bałyśmy się, że będzie groźnym typem ale okazał się bardzo milusiński i kochany... Oczywiście ja z moim pragnieniem okazania mu miłości przytuliłam go i wtedy okazało się, że jednak jeszcze się nie przyzwyczaił do dotyku z zaskoczenia, ugryzł mnie wtedy w oko, rozerwał powiekę, doktor, który mnie zszywał powiedział, że jeszcze kawałeczek i byłoby po oku. Szczęście w nieszczęściu musieli tylko wymienić kanalik łzowy i zaszyć powiekę. Po tym zdarzeniu została tylko blizna, teraz pies zrozumiał już, że ja nie chcę mu zrobić krzywdy przytulając go i chętnie sam przychodzi oczekując czułości.
Piesek chodzi raz w miesiącu do psiego fryzjera. Jest to obowiązek, gdyż jeśli nie chodzi to wszystkie kłaki są na mnie i wszędzie indziej w domu a nawet poza nim. Czesania i trymowania nie lubi i straszy panią groomerkę prychając na nią i powarkując, ale daje się wypiększyć a potem wraca do domu. Wtedy lepiej go nie denerwować, bo sama wizyta w salonie fryzjera męczy go i frustruje.
Na zdjęciu mój piesek prosto po zabiegach kosmetycznych zimą. A poniżej jeszcze przed w lesie. Przed wizytą u pani groomerki piesek musi być wybiegany bo inaczej szarżuje na stole gdyż ma zbyt dużo energii. Jak jest zmęczony jest spokojniejszy.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz